Tutaj czujemy, że jesteśmy wśród braci i przyjaciół - tak witał się wczoraj wieczorem z Mińskiem znany ze swych antyamerykańskich wystąpień prezydent Wenezueli Hugo Chavez

Chavez przyleciał na Białoruś na rozmowy z Aleksandrem Łukaszenką, licząc, że «ostatni dyktator Europy» pomoże mu budować potęgę militarną jego kraju.

Już na mińskim lotnisku, gdzie witał go premier Siarhiej Sidorski, Chavez stwierdził, że widzi w Białorusi modelowy przykład «państwa socjalnego podobny do tego, co rozpoczynamy tworzyć w Wenezueli». Wskazał też gospodarzom cel, dla realizacji którego powinny się jednoczyć Białoruś i Wenezuela: - Musimy bronić interesów jednostki ludzkiej i przeciwstawiać się demonizowaniu interesów kapitalistów, gdziekolwiek by oni byli - w Ameryce Północnej czy w Europie. Naszym obowiązkiem jest położenie kresu wyzyskowi człowieka przez człowieka.

Prezydent Wenezueli, który widzi siebie w roli przywódcy ogólnoświatowego frontu antyamerykańskiego, zapowiedział, że składa swą pierwszą wizytę na Białorusi, by «położyć pierwszy kamień pod nasze stosunki». Zadeklarował, że w tym kraju interesują go przede wszystkim osiągnięcia naukowe, dorobek przemysłu maszynowego, szkolnictwo.

Eksperci uważają jednak, że dla Chaveza kontakty z Mińskiem są atrakcyjne przede wszystkim dlatego, że dzięki nim może uzyskać dostęp do rosyjskiego sprzętu wojskowego, którego Moskwa nie może mu sprzedać bezpośrednio.

Na Białorusi Chavez ma odwiedzić między innymi Akademię Wojskową. Będzie też gościem tzw. Czarnej Dywizji, specjalnej jednostki MSW wsławionej brutalnym pacyfikowaniem demonstracji opozycji białoruskiej. Prezydent, w przeszłości podpułkownik wojsk desantowych, szybko pewnie znajdzie wspólny język z jej dowódcą, pułkownikiem Dmitrijem Pawliczenką uważanym za mordercę czterech politycznych przeciwników Łukaszenki, którzy kilka lat temu przepadli bez śladu.

Nie wiadomo jednak, czy Chavez zdąży odwiedzić akademię i spotkać się z płk. Pawliczenką, bo do Mińska spóźnił się o ponad dobę. Przyjechał dopiero w niedzielę, a nie - jak planowano - w sobotę, bo zatrzymał się w Argentynie. Tam jego polityczny idol i nauczyciel, przywódca Kuby Fidel Castro, zabrał go na pielgrzymkę do miasteczka Alta Gracia - do domu, w którym wychował się Ernesto Che Guevara. Nestor światowego oporu przeciw Ameryce i jego pełen energii następca wspólnie wzruszali się, oglądając dziecięce zdjęcia przyszłego rewolucjonisty. - Patrz, Che płacze. Nie do wiary! - uśmiechał się Castro do Chaveza znad starej fotki.

Po Mińsku Chavez poleci do Moskwy, gdzie za ponad miliard dolarów ma kupować myśliwce, helikoptery bojowe i automaty kałasznikowa.

gazeta.pl